środa, 7 grudnia 2011

112. dzierganie, szycie i nowe mieszkanko...


wydziergałam sobie Graystona! i kocham go całym sercem, bo po pierwsze - włóczka jest wspaniała (zatem oczywiście musieli ją wycofać z produkcji:/), po drugie - wzór był prosty jak konstrukcja cepa, a po trzecie - pięknie wyszedł. zdjęcia - przy dobrych wiatrach jutro, bo sprzedałam nadwornemu fotografowi zarazę, i dogorywa sobie po cichutku w pokoju obok, zasmarkany po pachy.

teraz dziergam jeden mały kardiganik wg pomysłu własnego, i testuję Water and Stone (chociaż on przetestowany, ale wcisłam się na koniec) oraz Black Lace Shawl.
przewijam też włóczki, masowo. ale mam pomocniczkę:

do tego przyszły w materiały z allegro, i zanim się wezmę na poważnie za naukę szycia, to trochę się bawię. o, tak:

a, jeszcze mieszkanko? no tak. jest nowe mieszkanko. nie jest duże, ale bardzo przytulne i wszystko (prawie!) się w nim mieści. mieszkanko ma wymiary 80x50x50 cm, i wygląda tak:

ha ha!
no dobra:

przed chwilą zamieszkały w nim wszystkie moje włóczki. o matko. nie róbcie tego. lepiej, jak one są porozrzucane tu i ówdzie, a to trochę w pudłach na szafie:

kilka skitranych za rogiem:

parę następnych w szafie...

wtedy nie widać, ILE ich tak naprawdę jest. ten ogrom mnie troszkę przestraszył...

7 komentarzy:

  1. Ależ zacne Waćpani zapasy masz! I urody ogromnej azaliż.
    Trafiasz w mój gust kolorystyczny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No a ja też spojrzałam prawdzie w oczy i wykitrałam wszelkie zapasy coby je na nowe mieszkanko zapodać. I przeżegnałam się.

    Co i tak nie powstrzymało mnie przed zakupem dwóch jedynie motasiów od Devorgilli, no nie mogłam...... to się leczy chyba, nie????

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że moich zapasów zobaczyć nie możesz:D
    Ooooo - Laurka żyje i ma się, pozdrawiam i ściskam przy okazji!

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, nie, gorzej jest, jak włóczki mieszkają po całym domu, wysypują się z szuflad, wystają znienacka z regału, wyglądają zza książek, wykwitają z wazonu... O, przepraszam, rozejrzałam się po własnym mieszkaniu. *^v^*
    Bardzo mądre jest zgromadzenie ich w jednym koszu, wtedy wszystko masz pod ręką i WIESZ co masz, kiedy przychodzi czas wyboru kolejnego projektu. Nie grozi Ci zapomnienie o jakiejś pięknej wełence, upchanej kiedyś na dnie szafy! ~^^~

    OdpowiedzUsuń
  5. ja mam włóczki poupychane w każdym mozliwym miejscu i niech tak będzie aż taka odważana nie jestem by wszystkim wszem i wobec pokazać przejawy mojego szaleństwa;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Laura, no i wszystko mam na jedno, dwa, no, może trzy kopyta:))) kolorystyczne, rzecz jasna.
    i jak patrzę na włóczki, to mi się oczy zatrzymują na dokładnie takich odcieniach, jakich mam już...no, właśnie.
    Kankanko, jakby się to dało leczyć, to by było dobrze;) ale jak to zrobić??
    Doro, pokaż te zapasy, pokaż:D
    Brahdelt, to prawda, w końcu widzę, co tam mam, i mogę sobie poplanować jakoś sensownie prace, wzory. ale TAKA ilość??? przestraszyłam się.
    NieTylko...no cóż. może jak się przyznam otwarcie, to będę mogła z tym walczyć, jak alkoholicy?;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A mój facet mówi ,że ja mam dużo, a zaledwie torbę podróżną, dwa kufry i koszyki też dwa ;) Ale stanowczo u Ciebie więcej.Muszę mu pokazać Twojego posta ,żeby wiedział iż to normalne ;)u dziewiarek :)a nie ,że ja jestem jakimś włóczkokupnym nałogowcem ;)

    OdpowiedzUsuń